sobota, 13 stycznia 2018

12: Tatuś jest taki głupi

Byłem wściekły. To wszystko to była moja wina, bo gdybym nie zachowywał się jak ostatni idiota, wszystko byłoby w porządku. Teraz siedziałbym w domu z Marie i Florianem. A tak... siedziałem przy łóżeczku w szpitalu i wpatrywałem się w mojego śpiącego syna. Prawdę mówiąc nic mu się nie stało, oprócz kilku siniaków. Lekarze jednak chcieli go jeszcze poobserwować. Ja i tak się strasznie martwiłem, przecież był tylko dzieckiem. Małym, bezbronnym dzieckiem.
– Jak mały? – usłyszałem pytanie. Odwróciłem się i spojrzałem na Michaela, który właśnie wszedł do sali.
– W porządku – odparłem. – Co z Marie?
Michael westchnął i oparł się o łóżeczko. Nie pozwolili mi nawet czekać pod salą operacyjną, powiedzieli, że powinienem pójść do syna.
– Jeszcze nic nie wiadomo. Mówią, że taka operacja trwać może z pięć, sześć godzin. Będzie dobrze, Stefan... Nie... – westchnął. – Nie obwiniaj się. To nie twoja wina, naprawdę. Po prostu... Marie jest nerwowa i...
– Wiem, ale... Gdybym się tak nie zachowywał, wszystko byłoby jak wcześniej. Czym ja w ogóle się denerwowałem? – westchnąłem i dotknąłem kieszeni spodni. – Przecież mówiła, że chciałaby...
– Przestań – szepnął. – Chcesz tam iść? Posiedzę tu z Florkiem jak chcesz.
– Nie, zostanę. Jak tam pójdę, zwariuję chyba. Florian trochę odciąga moje myśli od... tego wszystkiego. Tak jak po jego narodzinach, gdyby nie on, zwariowałbym chyba. Tak przynajmniej miałem dla kogo się starać. Miałem nadzieję, że już się to nie powtórzy, wiesz? Wszystko miało być dobrze.
Czułem się okropnie. Ból przeszywający każdy milimetr mojego ciała sprawiał, że jedyne czego pragnąłem to znów ją zobaczyć i być pewnym, że nic jej nie jest. Była dla mnie całym światem. Wiedziałem, że popełniłem błąd. Nie powinienem tak wariować. Zresztą nie dziwiłem się, że Marie miała jakieś podejrzenia. Gdyby ona się tak zachowywała, pewnie czułbym się identycznie.
– Będzie dobrze, zobaczysz – powiedział Hayboeck po dłuższej chwili milczenia. – Pójdę tam. Jak już będzie po, dam ci znać. Trzymajcie się, Krafty.
Czas dłużył mi się niemiłosiernie. Cały czas myślałem o tym co się stało i byłem przerażony. Bałem się, że operacja się nie uda i stracę kobietę mojego życia. Tego bym nie przeżył. Ostatnie półtora roku były najlepszymi w moim życiu, a pół to już w szczególności. Każdego dnia Florian rozświetlał nasze życie.
– Przepraszam, Florciu. Tatuś jest taki głupi – westchnąłem i dotknąłem jego malutkiej dłoni.
– Co się stało, Stefanie? – Podskoczyłem, słysząc głos mojej mamy. Weszła do sali i od razu podeszła do łóżeczka, w którym leżał mój syn. – Dlaczego nawet nie zadzwoniłeś?
– Mamo, daj spokój.
– Daj spokój? – spojrzała na mnie. – Marie i Florian są częścią naszej rodziny i martwimy się z tatą o nich. Skarbie, nie zachowuj się tak.
– Przepraszam, jestem taki słaby. Nie potrafię sobie z tym radzić – powiedziałem, a chwilę później poczułem jak mama mnie przytula. – To moja wina, mamo. Ostatnio zachowywałem się jak ostatni kretyn, odsunąłem się od Marie i... – westchnąłem. – Ona pomyślała, że... że ją zdradzam. Jak mógłbym? Kocham tylko ją.
– Spokojnie, Stefciu. Wszystko się ułoży, wytłumaczysz jej... Pogodzicie się i wrócicie do normy.
– Musimy – westchnąłem. – Nie daruję sobie tego, jeśli przeze mnie wszystko się rozwali.

*

Byłem wykończony, chciało mi się spać, ale nie mogłem wrócić do domu. Florka mieli przetrzymać jeszcze jeden dzień, a moje myśli i tak ciągle były przy Marie. Już raz prawie ją straciłem. Nie chciałem znów przez to przechodzić, ale z drugiej strony wolałem to niż jakbym miał całkowicie ją stracić. Przecież ja już bym się nie podniósł, straciłbym cały sens życia. Wiedziałem, że nie powinienem nawet tak myśleć, bo przecież miałem Floriana, który mnie potrzebował. Miał przecież jedynie pół roku i potrzebował swojego niemyślącego tatę. 
- Chodź, tatuś cię uśpi - szepnąłem i wziąłem małego na ręce, kiedy leżał w łóżeczku i przymykał oczka. Też był zmęczony. To był okropny dzień. 
- Krafti! - niemal podskoczyłem, słysząc głos Michaela. Florian przeniósł wzrok na swojego wujka i przetarł rączkami oczy. Spojrzałem na przyjaciela błagalnie. 
- Cicho, chcę go uśpić. Ma już dość wrażeń jak na jeden dzień - powiedziałem i przytuliłem syna. - Śpij, kochanie - szepnąłem i pocałowałem go we włosy. 
- Ale chodzi o Marie - Michael podszedł do mnie. Od razu spojrzałem na niego i wyczekiwałem, aż dokończy. - Operacja się skończyła, ale nie chcieli mi powiedzieć. Idź i się dopytaj, proszę. - Zamrugałem kilkukrotnie i spojrzałem na Floriana. - Daj mi go, ja to zrobię. Chodź do wujka, a tatuś się dowie co z mamusią. 
Podziękowałem przyjacielowi i wybiegłem z sali. Byłem wdzięczny Michaelowi, był najlepszym przyjacielem. Nie wiem co bym zrobił, gdyby nie on. Pomagał mi i Marie już od dawna, a za to co zrobił już kilka lat temu... To był prawdziwy dowód przyjaźni.
Kiedy znalazłem się pod pokojem lekarskim, poczułem strach. Co jeśli operacja się nie powiodła i... Cholera, nie myśl tak, Kraft! Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze.
- Dobry wieczór - przywitałem się, kiedy tylko wszedłem do środka. Lekarz spojrzał na mnie i chwilę później podniósł się. Rozpoznał mnie i podszedł. - Co... co z Marie? Ja...
- Proszę się nie denerwować. Na razie stan pana narzeczonej...
- Jeszcze dziewczyny - przerwałem mu. Spojrzał na mnie znad okularów.
- Stan pana dziewczyny jest stabilny, ale kolejne 48 godzin będzie decydujące.
- Co to znaczy? Jest... tak źle? - spytałem szeptem. Poczułem jak do oczu napływają mi łzy. Boże, przecież ja... jak mam sobie poradzić? Miałem ochotę płakać i zamknąć się przed światem. 
- Pani Sommer miała przebite płuco i poobijane nerki. Oprócz tego doszło do krwawienia wewnątrz czaszkowego i otwartego złamania nogi. Sprawa nie jest prosta, ale to nie znaczy, że jest źle. Jednakże może się wiele zdarzyć. Proszę być dobrej myśli.
- Mogę ją zobaczyć? - zapytałem i przełknąłem głośno ślinę.
- Musi odpoczywać. Proszę to uszanować.
Kiedy wracałem do Floriana i Michaela, nie mogłem przestać myśleć o tym co powiedział mi lekarz. Co jeśli... ją stracę?
Nawet nie zauważyłem momentu, w którym zacząłem płakać. Kiedy doszedłem do sali syna, rozpłakałem się na dobre i nic już nie widziałem. Usiadłem przed salą na podłodze i ukryłem twarz w dłoniach.
- Stefan?
Nade mną pojawił się Hayboeck. Spojrzałem na niego smutnym wzrokiem, kiedy siadał obok mnie.
- Jeśli ona... ona umrze, Michael, zabiję się. Zaopiekujesz się Florianem.

- Co ty pierdolisz?