środa, 21 czerwca 2017

9: Michi musi częściej porywać nam syna

– Kiedy on ci się oświadczy? – Słysząc pytanie z ust Leonie, niemal się zakrztusiłam sokiem. Co to w ogóle za pytanie? Kiedy tylko udało mi się uspokoić, dziewczyna się zaśmiała. – Nie chcesz zostać panią Kraft? Macie przecież dziecko.
– Co z tego, że mamy dziecko? To nie sprawia, że musimy być małżeństwem – odpowiedziałam, siadając. Jasne, chciałabym być żoną Stefana, ale… nie chciałabym tylko dlatego, że mieliśmy dziecko. Nie chciałam ślubu na siłę.
– No wiem, ale… jesteście dla siebie stworzeni, kochacie się, nie widzicie świata poza sobą i jesteście szczęśliwi… – Leonie zaczęła wyliczać.
– Nie chcę go do niczego zmuszać. Chcę, żeby to się stało tylko wtedy, kiedy on będzie na to gotowy – mówię i uśmiecham się. – Jest świetnym ojcem i na razie musi mi to wystarczyć
Chłopacy siedzieli w salonie i coś oglądali, a w tym czasie ja rozmawiałam z dziewczyną Hayboecka. Musiałam przyznać, że Leonie wydawała się naprawdę świetną osobą i zdecydowanie kochała mojego przyjaciela.
– A ty i Michi? – zaśmiałam się. – Kiedy będzie dzidziuś? Michi naprawdę nadaje się na ojca. I to jakiego – uśmiechnęłam się, a Leonie spojrzała na mnie nieco przerażona.
– Nie jestem jeszcze gotowa na dziecko, zresztą nie jesteśmy ze sobą jakoś wyjątkowo długo
– Ja i Stefan nawet nie byliśmy parą jak wpadliśmy – zaśmiałam się. – I widzisz? Stefan nie jest gotowy na małżeństwo i nikt go nie zmusi, tak jak ciebie na dziecko – powiedziała, a potem wzięłam łyk soku.
Kiedy tylko skończyłyśmy pić i jeszcze trochę sobie porozmawiałyśmy, poszłyśmy do naszych mężczyzn i razem z nimi oglądałyśmy mecz. Nie dało się ukryć, że Leonie była bardzo znudzona. Co chwilę zmieniała pozycję i przytulała Michaela. Najwyraźniej nie była zbyt wielką fanką piłki nożnej. Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy, Stefan zaczął ziewać. Wcale mu się nie dziwiłam, ten dzień był bardzo długi i ja też byłam już zmęczona.
– Zmęczony jesteś? – spytałam, zerkając na bruneta.
– Długi dzień – odpowiedział, uśmiechając się do mnie. – Szczęśliwy dzień.
Spojrzałam na Michaela, który obejmował Leonie i uśmiechnęłam się. Cieszyłam się z jego szczęścia, bo zasługiwał na nie, a ta dziewczyna sprawiała, że niemal nigdy nie schodził z jego twarzy uśmiech. Blondyn spojrzał na mnie, robiąc niezrozumiałą minę, na co się głośno zaśmiałam. Kochałam tego czubka, najlepszy przyjaciel na świecie.
Kiedy skończył się mecz, a nasi goście wyszli z mieszkania, niemal z ulgą wpadłam w Kraftowe ramiona.
– Jestem taki zmęczony – westchnął, gładząc moje plecy.
– To chodźmy spać
– Za chwilkę – szepnął i pocałował mnie. – Jeszcze momencik – dodał, znów mnie całując.
– Podobno jesteś zmęczony – odsunęłam się od niego i spojrzałam podejrzliwie.
– Jestem i to strasznie – powiedział, znów mnie obejmując. – Chcę tylko spędzić z tobą chwilę – dodał. – No wiesz… teraz jest Florian i to jemu poświęcasz większość czasu, ale ja też cię potrzebuję. Chcę chociaż czasem mieć cię na wyłączność.
– Ty jesteś zazdrosny? – spytałam, ledwo powstrzymując się od śmiechu. – Poważnie? No, chodź tu do mnie – uśmiechnęłam się i pocałowałam go. Kiedy się ode mnie odsunął, pokręciłam głową. – Zwariowałeś, wiesz?
– Już dawno zwariowałem – szepnął.

*

Dwa tygodnie później, Michael i Leonie zabrali Floriana, więc razem ze Stefanem mieliśmy chwilę dla siebie. Nieco nie rozumiałam mojego ukochanego, kiedy mówił o tym, że poświęcałam więcej czasu i uwagi Florianowi, ale powinien to rozumieć. Nie mogłam przecież zostawiać syna bez opieki. Miał dopiero dwa miesiące.
– Może pójdziemy do wanny? – zaproponował, kiedy tylko drzwi się zamknęły. Spojrzał na mnie łobuzerskim wzrokiem, a ja uśmiechnęłam się, a potem skierowałam do niewielkiego pomieszczenia. Napełniłam wannę ciepłą wodą i wlałam płyn do kąpieli. Odwróciłam się do bruneta i dostrzegłam jak się rozbierał. Nie było to nic nadzwyczajnego, bo przecież widziałam to wiele razy, ale czasem… sprawiał, że miękły mi kolana.
– Jak cudownie – skomentowałam, kiedy wspólnie siedzieliśmy w wannie, a Stefan całował moje plecy, każdą bliznę. Pokochał mnie z nimi na moim ciele i byłam z niego dumna, że potrafił tego dokonać. – Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak sobie tu siedzieliśmy, wiesz?
– Oj, dawno to było – powiedział mi do ucha. – Aż zapomniałem jak miło może być.
– Bardzo miło – szepnęłam, kiedy pocałował mnie w szyję. Jego ramiona objęły mnie w pasie, a usta wciąż całowały. – Może… – zaczęłam, ale ciężko mi było powiedzieć cokolwiek. – Wyjdziemy już stąd? Mało tu miejsca – dodałam i poczułam ja Kraft się uśmiecha. Oczywiście, że wiedział co miałam na myśli. Podniosłam się i kiedy chciałam już wyjść, Stefan złapał mnie i pocałował w pośladek. – Zboczuch – odwróciłam się do niego i zaśmiałam się.
– Nie większy niż ty – powiedział, kiedy już stał naprzeciwko mnie.
Oparłam się o ścianę i oblizałam usta, co zadziałało natychmiastowo. Kraft naparł na mnie swoimi ustami i badając moje nagie ciało swoimi dłońmi, doprowadzał do szaleństwa. Kiedy doszliśmy małymi krokami do sypialni, byłam już rozpalona do granic możliwości. Podniósł mnie i położył na łóżku, by chwilę później znaleźć się nade mną. Złapałam go za szyję i przyciągnęłam do siebie. Zaczęłam go żarliwie całować, a po chwili zepchnęłam go ze mnie i usiadłam na jego biodrach. Kiedy znów zaczął mnie dotykać, myślałam, że nie wytrzymam ani chwili dłużej.  
– Stef – wyszeptałam błagalnie w jego usta.
– Jeszcze chwileczkę – odparł, wodząc dłońmi po moich plecach. Patrzył prosto w moje oczy, kiedy jego palce spotykały się z moimi bliznami.
Gdy wreszcie nasze ciała się połączyły, wpadłam w jego ramiona, gdzie cicho pojękiwałam i z trudnością łapałam oddechy. Brunet ukrył swoją twarz w zagłębieniu mojej szyi, wydając z siebie zduszone jęki. Osiągnęłam spełnienie chwilę przed Kraftem, a potem niemal z bólem na twarzy opadłam na niego. Objęłam go mocno i zamknęłam oczy.
– O matko – powiedział, starając się wyrównać oddech. – Dawno już tak nie było.
– Michi musi częściej porywać nam syna – szepnęłam z uśmiechem. 

***
Hej Wam! 
Szybko dodaję, bo co chwilę prądu nie ma, trzeba skorzystać z momentu, w którym wszystko jest w porządku :D 
Mam nadzieję, że się podoba. Czas wprowadzić nieco spokoju do ich życia, a przynajmniej na chwilę. Chyba zasługują, nie? 
Ściskam i do kolejnego ;***

8 komentarzy:

  1. Zasługują na wieczny spokój.
    Cudo. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć! :)
    Już Ty dobrze wiesz, czym mnie zachęcić do czytania :D Hahaha..
    Jest tak milusio, że powinno tak być do końca! No i więcej tej wanny poproszę xD
    A Michi faktycznie.. nadaje się na tatusia, jak mało kto! Tak więc.. czekam :D
    Pisz kolejny!
    Buziaki ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem. Najpierw,co do poprzedniego rozdziału: Tak nareszcie jest w więzieniu. Długo kazałaś nam na to czekać. Co do tego oczywiście cudowny czekam na następny i pozdrawiam 😘😘

    OdpowiedzUsuń
  4. a cóż to za sielanka? czyżbyś wyczerpała limit nieszczęść dla tej dwójki, hm?

    OdpowiedzUsuń
  5. No ja mam nadzieję, że to będzie dłuższa chwila sielanki, a nie jakiś momencik :P
    Ciut się boję myśląc, że coś tu może jeszcze zamieszać xd
    Weny ❤️

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem!
    Cudny rozdział ^^
    Ja mam nadzieję, że jednak takie słodkości potrwają nieco dłużej niż "przynajmniej chwilę", że ta sielanka będzie nadal cieszyć nasze oczy :D Chociaż znając ciebie... to pewnie zaraz coś wykombinujesz, żebyśmy się przypadkiem nie zanudziły, co? :D
    Czekam, weny!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem pod wrażeniem Twojego talentu, promieniejesz haha
    na razie jest idealnie, ale znając Ciebie ta sielanka w której obecnie żyją Marie i Stefan nie potrwa zbyt długo, a szkoda
    dużo weny życzę♥ buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. jeju, Stefek o synka zazdrosny? głupek kochany :D ♥
    o tak, Lea (od mojej Porwanej tak zdrabniam "Leonie") i Michi częściej powinni porywać Florka :D zboczuchy nasze :3
    czekam na kolejny, oby ich sielanka była do dnia ostatecznego, hihi

    OdpowiedzUsuń