czwartek, 3 sierpnia 2017

10: Co powiesz na mały trening?

Dni mijały nam w mgnieniu oka. Nie dostrzegłem nawet, kiedy Florian stał uroczym sześciomiesięcznym bobasem, który na każdym kroku rozweselał swoich rodziców. Zresztą nie tylko nas.
Kilka dni przed pierwszą rozprawą o przetrzymywanie, znęcanie się i kilkukrotny gwałt na Marie, Sebastian dziwnym trafem czymś się zatruł i wylądował w szpitalu. Miałem jedynie nadzieję, że szybko wróci do zdrowia, bo przez niego to i mnie będą musieli leczyć.
– Słyszałeś najnowsze wieści? – Marie weszła do kuchni, gdzie właśnie jadłem. Na rękach trzymała Floriana, który przytulił się do niej i powoli zasypiał. – Rozprawa została odroczona ze względu na chorobę oskarżonego – powiedziała wzburzona i podała mi list, który niedawno otrzymała. – On to robi specjalnie…
– Jaki jest termin? Za dwa miesiące?
– No – westchnęła. – To nie będzie takie łatwe – powiedziała ze smutkiem. Zerknęła na syna, który zamknął oczy i jedynie ssał smoczek. – Położę go.
Kiedy wyszła z kuchni, westchnąłem. Naprawdę miałem nadzieję, że nasze problemy związane z Sebastianem wreszcie się skończą. Fakt, był w więzieniu, ale wolałem, żeby sprawiedliwości stała się zadość. Chciałem, żeby i za to poniósł karę. On ją… niszczył i widać było, że w ogóle nie żałował. Dość często nachodziła mnie ochota, żeby skopać mu tyłek. Jak on mógł ją tak potraktować?
Zaraz po zjedzeniu, przeszedłem do salonu. Kiedy siadałem na kanapę, Marie wychodziła z sypialni, a chwilę później podeszła do mnie z uśmiechem. Lubiłem, kiedy to robiła. Najszczęśliwszy byłem, kiedy to właśnie dzięki mnie tak wyglądała.
– Śpi – powiedziała, siadając mi na kolana. Przysunąłem ją od razu do siebie, tak że opadła na moją klatkę piersiową. – Co powiesz na mały trening?
– Trening? – spytałem, marszcząc brwi.
– No wiesz – uśmiechnęła się. – Seks to też wysiłek fizyczny, prawda? – szepnęła mi do ucha, poruszając w tym samym momencie biodrami.
– Właściwie masz rację – odparłem i pocałowałem ją w szyję. – Poćwiczmy.
Blondynka z uśmiechem na ustach pocałowała mnie i objęła moją głowę. Swoje dłonie położyłem na jej pośladkach i zacisnąłem je mocno. Marie odsunęła lekko głowę i jęknęła. Kiedy rozpinałem guziki jej niebieskiej koszuli, ktoś zapukał do drzwi. Sommer spojrzała na mnie niezadowolona.
– Może udamy, że nas nie ma? – spytałem, gładząc jej policzek.
– Nie – pokręciła głową. – Nie zadzwonił dzwonkiem, tylko zapukał, więc to może być Michi, Leonie lub twoja mama.
Marie zeszła ze mnie i poprawiła swoje ubranie. Kiedy chwilę później poszła otworzyć drzwi, od razu usłyszałem głos przyjaciela. No, tak. Kto inny jak nie Hayboeck mógł przyjść? Spojrzał na mnie uważnie i pokręcił głową.
– Czyżbym przeszkodził w czymś? – spytał ze śmiechem. Marie od razu uderzyła go w ramię.
– Florek śpi, więc z łaski swojej go nie obudź – powiedziała i usiadła obok mnie. Widać było, że na pewno nie była zadowolona. – Co jest?
– Mam pewien kłopot – westchnął i usiadł po mojej drugiej stronie. Marie przytuliła się do mnie i spojrzała uważnie na blondyna. – Pomyślałem, że wy mnie zrozumiecie i jakoś… poradzicie coś czy… no nie wiem.
– Co się stało? – spytałem, zaciekawiony. Michael normalnie nie był taki nerwowy i zdecydowanie czymś przejęty.
– Ostatnio między mną a Leonie jest naprawdę świetnie, ale… – zaczął się bawić palcami i w ogóle na nas nie patrzył. – No wiecie… będę ojcem.
Spojrzałem najpierw na moją dziewczynę, a potem na przyjaciela. Nie wierzyłem w to co powiedział… On… miał zostać ojcem?
– To cudownie! – Marie podniosła się podeszła do Hayboecka, a potem go przytuliła. – Cudownie! Jak się trzyma Leonie?
– Cudownie? Cudownie? Co w tym cudownego? – spojrzał na mnie, a ja wywróciłem oczami. Może tego nie dostrzegł, ale dla mnie ojcostwo było cudownym doświadczeniem. Wiele się nauczyłem dzięki Florianowi i zdecydowanie to było cudowne.
– Pogadamy jak już się urodzi – zaśmiałem się. – Gratuluję, stary.


*

Siedziałem w mieszkaniu Hayboecka i rozmawialiśmy od jakiegoś czasu o tym, czego ostatnio się dowiedziałem. Michael był przerażony, ale wiedziałem, że sobie poradzi. Zresztą miał już jakąś tam wiedzę na temat opieki nad dzieckiem, w końcu na początku bardzo często pomagał mi z Florianem. Wspierał mnie w czasie, kiedy zostałem sam. Wiedziałem, że teraz przyszła pora na mnie.
– Nie poradzę sobie – westchnął w pewnej chwili. – Ale… nie chcę jej zawieść.  
– Nie gadaj głupot. Poradzisz sobie… ja sobie poradziłem, a byłem w trochę trudniejszej sytuacji.
– Nie jestem gotowy na dziecko, Kraft…
– A niby ja byłem? – spytałem ze śmiechem. – Proszę cię… jak Marie zaszła w ciążę, nawet nie byliśmy parą.
– Wciąż nie wiem co wam siedziało w głowach – zaśmiał się. Też czasem się nad zastanawiałem. Co nam wtedy odwaliło… Chociaż z drugiej strony dobrze się stało. Teraz byłem szczęśliwy i nie zamieniłbym mojego życia na inne. Miłość jaką codziennie obdarowywała mnie ukochana była najpiękniejsza. Sam też starałem się jak mogłem, żeby chociaż przez ułamek sekundy nie poczuła się niepotrzebna i niekochana. Ona i Florian byli teraz moją rodziną, moimi najbliższymi i kochałem ich całym sercem. – Ale pamiętaj – powiedział groźnie. – Zranisz ją, a cię zabiję.
Nim zdążyłem powiedzieć, że nic takiego się nie stanie, do mieszkania weszła Leonie. Michi mówił, że zdecydowali się na wspólne mieszkanie, skoro spodziewali się dziecka. Dziewczyna weszła do salonu, gdzie siedzieliśmy i od razu się przywitała. Zawsze była taka radosna i uśmiechnięta. Z doświadczenia jednak wiedziałem, że tacy ludzie mają najwięcej sekretów.
– Co robicie? – spytała, siadając obok Michaela. – Ploteczki?
– Jak zawsze – odpowiedziałem i wywróciłem oczami. – Tak w ogóle, Leonie, gratulacje – uśmiechnąłem się szeroko. Dziewczyna spojrzała na mnie i westchnęła. Jeszcze się nie cieszyła, ale wiedziałem, że to tylko kwestia czasu. Już niedługo będzie miała obsesje na punkcie swojej ciąży. To było pewne.
– Taa – szepnęła. – Nie wiem czy jest czego.
– Ej, ej! Jak to nie? Dziecko to najlepsze co może się przytrafić. Przekonacie się – powiedziałem i na koniec się uśmiechnąłem. Nie przekonałem ich za bardzo, ale to bez znaczenia. – Skoro mowa o dziecku, chyba muszę już wracać. I pamiętajcie, cokolwiek by się nie działo, macie nas. Ja i Marie zawsze jesteśmy i możecie na nas liczyć.


***
Hej! Jeju... rozdział tu ostatnio był 21 czerwca... Na szczęście coś z moją weną ruszyło, więc się pojawiam. Możecie oczekiwać też kolejnego rozdziału u Stefka i Melanie oraz na wattpadzie u Gregor i Angelique (jakby ktoś chciał, zapraszam -> 21angelka). Korzystam trochę, bo za miesiąc tak na 90% nie będzie mnie w Polsce i jedynie internet będę miała w komórce, a pisanie na telefonie to nic fajnego... Jednak na pewno nie porzucę pisania. Co to, to nie! :D 
Mamy 10 rozdział i do końca jeszcze kolejne 10! Nie wiem jak ja sobie poradzę z kończeniem historii Stefana i Marie. W końcu piszę ją od niemal roku... 
Czekam na Wasze opinie i całuję ;* 

5 komentarzy:

  1. Pisanie na telefonie nie jest przyjemne, zgadzam się całkowicie z Tobą. :D
    Ta sprawa z zatruciem mi śmierdzi. ;)
    Cudowny rozdział. ♥
    Będę czekać na następny.
    Buziak. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Krótko trochę, krótko, czy mi się wydaje?
    W całym wakacyjnym zgiełku nawet nie zwróciłam uwagi na to, że tak długo nie ma rozdziału więc nie martw się, ważne, że w końcu jest :)
    Przy okazji zapraszam Cię do siebie...z tęsknoty za dziennikarstwem postanowiłam założyć bloga. Może coś cię zainteresuje kobietaisport.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, hej :)
    No! Misiek będzie ojcem! Nareszcie.. Trochę na to czekałam :D
    I niech nie gada głupot, że sobie nie poradzi, bo sobie na pewno doskonale poradzi.. z Florkiem świetnie mu szło ;)
    Czekam na kolejny i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz,że dopiero teraz. Ta sprawa z zatruciem jest podejrzana i to bardzo. O mamuniu Michi będzie ojcem😱. Na pewno sobie poradzą. Czekam na następny i pozdrawiam 😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem!
    Tak, pisanie na telefonie to zło totalne, coś o tym wiem... Cudny rozdział, bardzo mi się podoba ^^
    Michi ojcem? O kurczaczki, ale się porobiło! Na pewno będzie dobrym ojcem, tu akurat nie mam wątpliwości, z Florkiem w końcu szło mu koncertowo :D
    To zatrucie wygląda co najmniej podejrzanie... zobaczymy, co z tego wyniknie.
    Czekam, buziaki kochana :**

    OdpowiedzUsuń